Gdyby ktoś dzisiaj mnie zapytał czy Bóg istnieje, z całą pewnością odpowiedź brzmiałaby TAK. Chociaż chce zaprzeczyć w bytowanie rzeczy i iston nadprzyrodzonych, nie potrafię. Wiara jest zakorzeniona we mnie od najmłodszego, mimo ze pragnę nie cierpieć Boga. Jedynie mam ciągle piętrzące sie pretensje, ale kto ich nie ma? Pragnę zrozumieć jego decyzje, mieć ten tok rozumowania co on. Niestety tak nie jest, więc jak mam pojmować świat i jego niesprawiedliwości? Skoro nikt nie odpowiada na moje pytania, słysze tylko echo myśli i czuje wszechorganiające rozgoryczenie. Nie rozumiem życia. Wysłano mnie do szkoły, w pojono mi wiedze ale nie dano mi mądrości. Nauczono mnie jak zarabiać na życie, ale nie nauczono mnie jak żyć. Dali mi wiarę, ale nie nauczyli mnie co to wiara. Wysłali mnie do kościoła i powiedzieli, że Bóg to sędzia sprawiedliwi a on rzuca mi kłody pod nogi. Kazli mi żyć według dekalogu, a sami zabijają, cudzołożą i ranią. Bóg jest hipokrytą rozstrojonym emocjonalnie o sarkstycznym poczuciu humoru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz